Czy moje dziecko musi wybierać między dwoma światami?

Kilka dni temu czytałam książkę o tożsamości dzieci wychowujących się między kulturami. Trafiłam na fragment o Januszu Korczaku, który mówił o sobie jednocześnie jako o Żydzie, Polaku i warszawiaku.

I pomyślałam o dzieciach wychowujących się dziś na emigracji.

Czy one naprawdę muszą wybierać?

To pytanie wraca do mnie regularnie. Nie tylko dlatego, że pracuję z dziećmi i rodzinami mieszkającymi za granicą. Także dlatego, że sama jestem mamą dzieci wychowujących się między dwoma światami.

Wielu rodziców nosi w sobie podobne obawy.

Czy moje dziecko będzie jeszcze czuło się Polakiem?

Czy nie straci języka?

Czy za kilka lat nie okaże się, że bliższa jest mu kultura kraju, w którym mieszka?

A może będzie czuło się „ani stąd, ani stamtąd”?

To naturalne pytania. Za nimi często kryje się troska o więź, korzenie i poczucie przynależności.

Tymczasem współczesna psychologia coraz częściej pokazuje, że tożsamość nie jest wyborem między jednym a drugim.

Nie trzeba być „stąd” albo „stamtąd”.

Nie trzeba wybierać jednej części siebie kosztem drugiej.

Dziecko może jednocześnie mówić w dwóch językach, znać dwa hymny, obchodzić święta w dwóch tradycjach i czuć się związane z więcej niż jednym miejscem na świecie.

To nie oznacza zagubienia.

To może oznaczać bogactwo doświadczeń.

Nie jest to zresztą nowe zjawisko. W historii Polski wiele osób funkcjonowało jednocześnie w kilku kręgach kulturowych. Adam Mickiewicz rozpoczynał „Pana Tadeusza” słowami „Litwo, Ojczyzno moja”, choć dziś uznawany jest za jednego z najwybitniejszych polskich poetów. Janusz Korczak mówił o sobie jednocześnie jako o Żydzie, Polaku i warszawiaku. Ich historie przypominają nam, że tożsamość nie zawsze mieści się w prostych kategoriach „albo–albo”.

Oczywiście nie zawsze jest łatwo. Dzieci wychowujące się między kulturami czasem zadają pytania:

„Skąd właściwie jestem?”

„Dlaczego w domu robimy to inaczej niż moi koledzy?”

„Do którego miejsca należę?”

„Czy mogę należeć do więcej niż jednego miejsca jednocześnie?”

To ważne pytania rozwojowe. Nie zawsze wymagają szybkiej odpowiedzi. Czasem potrzebują czasu, doświadczeń i bezpiecznych rozmów.

Myślę, że rolą rodziców nie jest wskazanie dziecku jednej słusznej odpowiedzi.

Bardziej pomocne może być stworzenie przestrzeni, w której dziecko usłyszy:

„Nie musisz wybierać.”

„Możesz kochać oba miejsca.”

„Możesz czerpać z obu kultur.”

„Możesz stworzyć własną historię.”

Podobne wnioski płyną zarówno z prac Jerzego Nikitorowicza dotyczących tożsamości międzykulturowej, jak i z badań Johna Berry'ego nad akulturacją. Współczesna psychologia wskazuje, że dzieci nie muszą rezygnować z kultury pochodzenia, aby dobrze funkcjonować w nowym kraju. Wręcz przeciwnie, możliwość czerpania z obu światów często staje się ważnym zasobem wspierającym rozwój i poczucie przynależności.

Czasem widzę to także w swoim domu. Moje dzieci potrafią jednego dnia śpiewać polskie piosenki, a drugiego opowiadać o wydarzeniach ze szkoły po węgiersku.

Dla nich te światy nie wykluczają się wzajemnie.

To my, dorośli, częściej próbujemy je rozdzielać i zastanawiamy się, do którego z nich dziecko „należy bardziej”.

Wielu dorosłych wychowanych na emigracji mówi dziś, że dopiero po latach zrozumieli, iż ich dwukulturowość nie była problemem do rozwiązania, lecz zasobem.

Potrafią patrzeć na świat z różnych perspektyw.

Łatwiej odnajdują się w nowych sytuacjach.

Często są bardziej otwarci na różnorodność.

Mają dostęp do więcej niż jednego języka, sposobu myślenia i sposobu przeżywania świata.

Być może więc ważniejszym pytaniem od:

„Czy moje dziecko zachowa swoją polskość?”

jest pytanie:

„Jak mogę pomóc mu budować bezpieczne poczucie przynależności i własnej tożsamości?”

Bo dziecko, które zna swoje korzenie i jednocześnie ma przestrzeń do odkrywania nowych światów, nie musi wybierać między nimi.

Może po prostu być sobą.

Źródła inspiracji: Nikitorowicz, J. (2018). Kreowanie tożsamości dziecka. Wyzwania edukacji międzykulturowej; Berry, J. W. (1997). Immigration, acculturation, and adaptation.

Powrót do blogu