Gotowość szkolna. O czym naprawdę mówimy?
Share
Wiosna to czas, w którym w gabinetach psychologicznych wraca jeden z tych tematów, które regularnie budzą niepokój rodziców: gotowość szkolna.
Rodzice pytają, czy ich dziecko poradzi sobie w szkole. Nauczyciele zastanawiają się, czy dziecko „nadaje się” do pierwszej klasy. Poradnie wydają opinie, szkoły oczekują konkretnej decyzji, a rodzice, często pod presją czasu, próbują podjąć właściwy wybór.
Problem polega na tym, że samo pojęcie gotowości szkolnej bywa rozumiane bardzo powierzchownie. Bo co tak naprawdę sprawdzamy?
W praktyce bardzo często sprowadza się ono do kilku pytań: czy dziecko zna litery, czy liczy, czy potrafi siedzieć przy stoliku i wykonywać polecenia. Czasem dochodzi do tego opinia nauczyciela przedszkolnego albo wynik testu. Na tej podstawie próbuje się odpowiedzieć na pytanie, które w rzeczywistości jest znacznie bardziej złożone.
Gotowość szkolna nie jest jednorodną cechą dziecka. Nie jest czymś, co dziecko po prostu „ma” albo „nie ma”. Nie jest również wyłącznie poziomem inteligencji ani poziomem wiedzy.
Z psychologicznego punktu widzenia gotowość szkolna jest wynikiem dopasowania między aktualnym poziomem rozwoju dziecka a wymaganiami środowiska szkolnego.
To pozornie niewielka zmiana perspektywy, ale w praktyce fundamentalna.
Jeśli uznajemy, że gotowość jest cechą dziecka, to w przypadku trudności naturalnie zaczynamy szukać problemu w dziecku.
Jeśli natomiast uznajemy, że gotowość jest kwestią dopasowania, to źródło trudności może leżeć po różnych stronach: w dziecku, w systemie edukacyjnym, w konkretnej placówce, w metodzie pracy nauczyciela albo w interakcji między tymi elementami.
Dziecko może być rozwinięte poznawczo ponad przeciętną, a jednocześnie nie być gotowe emocjonalnie na codzienne funkcjonowanie w grupie i pod presją szkolnych wymagań. Może dobrze funkcjonować społecznie, ale mieć trudności grafomotoryczne, które sprawią, że nauka pisania stanie się źródłem codziennej frustracji. Może być bardzo inteligentne, ale mieć niedojrzałe funkcje wykonawcze, przez co będzie sprawiało wrażenie leniwego lub niezorganizowanego.
To właśnie dlatego pojedynczy wynik testu bywa niewystarczający.
Ocena gotowości szkolnej powinna obejmować kilka obszarów.
Pierwszym z nich jest rozwój poznawczy.
Czy dziecko potrafi utrzymać uwagę? Czy rozumie polecenia złożone z kilku etapów? Czy potrafi zapamiętać instrukcję? Czy myśli logicznie i sekwencyjnie? Warto pamiętać, że wiele sześciolatków nadal znajduje się na etapie przedoperacyjnym w rozumieniu Piageta. Oznacza to, że część umiejętności, których oczekuje szkoła, dopiero się kształtuje.
Drugim obszarem jest rozwój emocjonalny.
To obszar często bagatelizowany, szczególnie gdy dziecko dobrze wypada na papierze. Tymczasem dziecko może czytać, liczyć i znać litery, ale nie radzić sobie z frustracją, hałasem, porażką, oceną czy rozłąką z rodzicem. Szkoła jest obciążająca emocjonalnie, wymaga adaptacji, wytrzymałości i zdolności regulacyjnych.
Trzecim obszarem jest rozwój społeczny.
Czy dziecko rozumie zasady funkcjonowania grupy? Czy potrafi czekać na swoją kolej? Czy komunikuje potrzeby? Czy umie nawiązywać i podtrzymywać kontakt z rówieśnikami? Czy odnajduje się w relacji z dorosłym autorytetem?
Czwartym obszarem jest rozwój motoryczny i sensoryczny.
Pisanie, siedzenie przy stoliku, organizacja przestrzenna kartki, koordynacja wzrokowo-ruchowa czy tolerancja bodźców to elementy, które realnie wpływają na codzienne funkcjonowanie dziecka w klasie.
Kolejnym ważnym elementem są funkcje wykonawcze. Funkcje wykonawcze odpowiadają za planowanie, organizację, hamowanie impulsów, pamięć roboczą oraz elastyczność poznawczą. Dziecko może wiedzieć, co ma zrobić, ale nie być w stanie się zorganizować. Może znać odpowiedź, ale nie potrafić poczekać. Może rozumieć zadanie, ale nie być w stanie utrzymać uwagi wystarczająco długo, aby je skończyć.
To szczególnie ważne w rozmowie z rodzicami.
Bardzo często słyszę zdanie: „On potrafi, tylko mu się nie chce”.
Czasem to prawda.
Ale bardzo często nie.
Czasem dziecko naprawdę jeszcze nie potrafi wykorzystać swoich zasobów w warunkach, jakie stawia szkoła.
W tym miejscu pojawia się również temat odroczenia obowiązku szkolnego.
Wielu rodziców traktuje odroczenie jako porażkę albo stratę roku.
Tymczasem z perspektywy rozwojowej dodatkowy rok może być ogromnym zasobem.
Rok w wieku sześciu lat to czas intensywnego dojrzewania układu nerwowego, regulacji emocjonalnej, funkcji wykonawczych, kompetencji społecznych i poczucia sprawstwa.
Dla części dzieci wcześniejsze pójście do szkoły będzie naturalnym krokiem.
Dla innych ten dodatkowy rok może zadecydować o tym, czy szkoła stanie się miejscem sukcesu, czy chronicznego stresu. A pierwsze doświadczenia szkolne mają ogromne znaczenie dla budowania samooceny i motywacji.
Na końcu warto zadać pytanie, które pojawia się zdecydowanie za rzadko:
CZY SZKOŁA JEST GOTOWA NA TO DZIECKO?
Czy będzie umiała dostosować wymagania?
Czy będzie wspierająca?
Czy zauważy trudności?
Czy stworzy warunki do adaptacji?
Bo gotowość szkolna nie jest wyłącznie pytaniem o dziecko.
Jest pytaniem o relację między dzieckiem a światem, do którego ma wejść.
I może właśnie dlatego zamiast pytać wyłącznie: „czy moje dziecko jest gotowe do szkoły?”
warto zapytać szerzej: Czy szkoła, do której idzie moje dziecko, jest gotowa na jego tempo rozwoju, jego emocje, jego potrzeby i jego sposób funkcjonowania?
Więc jeśli nie teraz ,czy poczekanie naprawdę jest stratą?
Czy może największym wsparciem, jakie możemy mu dziś dać?