Rodzicielstwo bez poczucia winy. Czy to w ogóle możliwe na emigracji?

Weź kawę i usiądź wygodnie. To nie będzie wpis z kategorii „jak robić wszystko lepiej”.

To raczej tekst na moment zatrzymania - szczególnie jeśli żyjesz daleko od domu i masz czasem wrażenie, że wszystko jest na Twojej głowie.

Rodzicielstwo i poczucie winy często chodzą w parze.

Jakby były w pakiecie startowym: dziecko, miłość, odpowiedzialność… i to ciche pytanie w głowie: „Czy ja na pewno robię to dobrze?” 

A na emigracji to pytanie potrafi brzmieć jeszcze głośniej.

Bo nie ma babci „na godzinę”.

Nie ma cioci „na telefon, żeby przyjechała”.

Nie ma tej całej niewidzialnej wioski, która w kraju często po prostu jest. 

Na emigracji rodzicielstwo rzadko odbywa się w duecie.

Częściej w pojedynkę - pomiędzy pracą, szkołą, językiem, dokumentami i codziennym „ogarniam”.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawia się myśl:

„Może powinnam więcej. Lepiej. Inaczej.”

Skąd bierze się to poczucie winy?

Psychologicznie to wcale nie jest wielka tajemnica.

Zmęczony układ nerwowy bardzo lubi proste odpowiedzi.

A najprostsza z nich brzmi: „to moja wina”.

Na emigracji dokładamy do tego:

– chroniczny stres,

– brak realnego wsparcia „tu i teraz”,

– porównywanie się z rodzicami „w kraju”,

– i przekonanie, że skoro to my wybrałyśmy emigrację, to musimy dawać radę lepiej.

 

Tylko że… to nie jest prawda.

Poczucie winy bardzo często nie mówi nic o tym, jakim jesteś rodzicem.

Ono mówi raczej o tym, jak bardzo jesteś przeciążona.

Jestem zmęczona, nie beznadziejna

To zdanie potrafi zrobić ogromną różnicę.

 

Zmęczony rodzic:

– szybciej się irytuje,

– później reaguje,

– czasem powie coś, czego wcale nie chciał powiedzieć.

 

I to nie czyni go złym rodzicem.

To czyni go… człowiekiem.

 

Na emigracji łatwo pomylić zmęczenie z porażką.

A to dwie zupełnie różne rzeczy.

 

Czy rodzicielstwo bez poczucia winy jest w ogóle możliwe?

Odpowiem uczciwie — nie chodzi o to, żeby nigdy go nie czuć.

Chodzi o to, żeby nie podejmować wszystkich decyzji z jego poziomu.

 

Poczucie winy bardzo często krzyczy:

„musisz więcej!”

a łagodność odpowiada:

„zatrzymaj się, oddychaj, sprawdź, czego naprawdę potrzebujesz.”

 

Rodzicielstwo bez presji nie oznacza braku granic.

Oznacza więcej regulacji i mniej samobiczowania.

 

Na emigracji łagodność to nie luksus

Na emigracji łagodność wobec siebie to nie ładny dodatek.

To strategia przetrwania.

 

Czasem największym aktem odpowiedzialności jest:

– zrobienie przerwy,

– przyznanie: „dziś nie mam zasobów”,

– odpuszczenie jednego punktu z listy,

– powiedzenie sobie: „na dziś wystarczy”.

 

Bo naprawdę - nie wszystko naraz.

Krok po kroku.

 

Na koniec

Nie życzę Ci rodzicielstwa bez żadnych wątpliwości.

Życzę Ci rodzicielstwa, w którym poczucie winy nie rządzi,

a zmęczenie nie jest dowodem porażki.

 

I - tak zupełnie między nami -

jeśli w styczniu nie ruszysz żadnego wielkiego planu,

a za to uporządkujesz jedną szufladę albo w końcu wyrzucisz ten długopis, który od 2 lat nie pisze… to ja to oficjalnie zaliczam jako ogromny sukces 

 

Rodzicielstwo to proces.

Błędy są częścią uczenia się.

A Ty - nawet zmęczona, nawet daleko od domu -

jesteś wystarczająca tu i teraz.

 

Monika Psychologicznie 

Powrót do blogu